Obyś się Januszku nie zmienił

Obyś się Januszku nie zmienił

To wydarzyło się na prawdę…

Był ostatni dzień roku. W sumie dzień jak co dzień, oprócz tego, że to Sylwester i jak na porę roku było dość ciepło, kilka stopni powyżej zera. Dzień, zresztą jak każdy inny zacząłem od kawy i papierosa – to moje pierwsze śniadanie, na drugie w granicach jedenastej zaglądam do lodówki. Oprócz pustki nie rzuciło mi się w oczy nic, co by mogło zaspokoić narastający głód.

Wsiadłem do samochodu i wybrałem się do pobliskiego Lidla. Kierując się w stronę wejścia, w pewnym momencie usłyszałem jak facet, który idzie przede mną składa życzenia przez telefon – w końcu mamy dziś koniec roku, Sylwester… Nie byłem skupiony zbytnio na jego rozmowie, raczej zamyślony swoim rokiem, ale życzenia zahaczyły i leciały mniej więcej tak

Zdrowia, szczęścia, pomyślności… pozdrów Bożenkę

i obyś się Januszku nie zmienił – wylało się z mojej niewyparzonej mordy. Szybka myśl – O kurwa! Tak powiedziałem to!
Zapadła niezręczna cisza, koleś się zatrzymuje, przerywa rzucając

Czekaj Janusz, bo ktoś mi się tu wpierdala w rozmowę!

Wrosłem, jak bym się kurwa do kostki przykleił. Odwraca się do mnie, mierzy wzrokiem i nagle zaczyna jak gdyby nigdy nic iść dalej. Na poczekaniu jedyne, o czym pomyślałem to, to, że też chciałem się przyłączyć do życzeń dla Janusza.

Czekaj…

Sądząc, że już po wszystkim moment później dopadła mnie refleksja. Po pierwsze. Dobrze się skończyło, bo jeszcze chwila i dostałbym wpierdol. Facet mógłby zastąpić Dolpha Lundgrena w Uniwersalnym żołnierzu. Po drugie. Zachowałem się jak idiota z nadprzyrodzonymi zdolnościami. Bo co tym osiągnąłem? Nic kurwa właśnie. Spierdoliłem komuś ostatni dzień w roku? Pewnie tak. Mnie by tydzień męczyło skąd ten koleś wiedział, że rozmawiam z Januszem? WTF?! Karma to podła suka i na gówno odpowiada gównem. A niestety wylało się go tyle w tym roku, że byłem umazany jak świnia w błocie. Między innymi przez inne historie z palącym jęzorem. Cóż… Robiąc zakupy, śmiałem się sam z siebie. Na szczęście gościa już nie spotkałem. Do dziś, kiedy przewijam pamięć, zastanawiam się, o czym pomyślał, patrząc na mnie? Co zobaczył? Niektórzy powiadają, że kiedy jestem zamyślony, mam minę jak bym właśnie kogoś pozbawił życia. Koniec końców wszystko się dobrze skończyło, choć było blisko, blisko mojego końca. Ten dzień na szczęście dokonał się już bez większych komplikacji.

Czasami zastanawiam się, czy wszyscy trochę jesteśmy Januszami i Grażynami. Mniej lub więcej w jakieś dziedzinie życia. I życzę, obyś się Januszku nie zmienił.

Pisanie jest dla mnie rozrywką, a to, co ważne znajdziesz na blogu. Tak wiem, jest to kolejny blog o niczym. Kolejny, ale tym razem mój. Kolejny o pierdach Wielkiej Mgławicy w Orionie. Interesuje to kogoś? Może. Mnie interesują ludzie i ich zachowania.

Zostaw odpowiedź :

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany!

Ważny komunikat!

Witam, zanim zaczniemy, z uwagi na niestosowne zwroty i wulgarny język, chciałbym poprosić wszystkie osoby, które są niepełnoletnie, albo nie rozumieją znaczenia fikcji literackiej o opuszczenie tej strony. A całą resztę serdecznie zapraszam na seans…