Bezglutenowe wegańskie pierożki?!

Bezglutenowe wegańskie pierożki?!

Pierożki – początek

Jeśli chodzi o bezglutenowe wegańskie pierożki, to w sumie nic do nich nie mam, no może poza tym, że w ogóle mi nie smakują… ale to chyba inna historia.

Dzisiejszy wpis nie ma nic wspólnego z gotowaniem. Ba! Nie będzie nawet przepisu na bezglutenowe wegańskie pierożki! Może kiedyś coś pogotujemy, a raczej upieczemy, bo robię najlepszą pizzę… Dobre kucharzenie bardzo pomaga w relacjach z płcią przeciwną. Skąd to wiem? Bo dobrze gotuję. Kobiety lubią sobie dobrze wsunąć… nie tylko penisa. Jak do świec i wina dorzucisz od siebie zajebistą przekąskę, to gwarantuję Ci, że w rewanżu otrzymasz danie. Laski to łasuchy, tylko się z tym dobrze kryją, albo nie kryją wcale. Te, które zagłuszają starannie obżarstwo, całe życie są na diecie, ale nie dziś, nie tego wieczoru. Dzisiaj sobie trochę odpuszczę – czasem mawiają. Cóż, są na diecie dotąd, dopóki nie trafią na mistrza garów, a najlepiej mistrza patelni, albo tego i tego. Wtedy już jest komplet. Tylko że taki facet przebiera w laskach jak we frytkach z Maka.

Może być inaczej?

Kobieta jednocześnie oczekuje macho-chama – czytaj ogiera, z drugiej strony  poetyckiego czułego fajtłapy, którym będzie mogła się opiekować, a on będzie jej prawił komplementy wierszem…

SKĄD tak dwa skrajne przeciwieństwa postaci w jednej osobie?

Nasz poeta, dusza artysty, zmienna osobowość, który od czasu do czasu, jak się ocknie, to ją wyjebie jak Neandertalczyk w jaskini. W najmniej nieoczekiwanym momencie, na twardym kamieniu. Tak że przez dwa dni będzie miała problemy z chodzeniem. Najlepiej w ciasnej toalecie biura szklanego wieżowca, w którym pracuje ona albo na tylnym siedzeniu auta ukrytego w ciemnym zaułku parkingu podziemnego. Niczym wilk szarpiący mięso zdobyczy, którą przed chwilą upolował zdziera z niej pośpiesznie koronkowe majtki. Nie nosi takich na co dzień. Dzisiaj jest po prostu ten dzień. Jedno krótkie spojrzenie rzucone impulsywnie gdzieś w korytarzu wystarczyło do podjęcia decyzji. Punkt kulminacyjny znalazł się w damskiej toalecie. Wszytko to w myśl ukrycia przed światem, a jednocześnie świadomości, że ktoś może ich zobaczyć, lub usłyszeć. Właściwie ona nie myśli w tym momencie, pomyśli dopiero po wszystkim. Obecna sytuacja bardziej buduje napięcie. Bardziej ją podnieca i nakręca. Co oczywiście jest wskazane. Małe źródełko stało się rwącym potokiem górskim. Strumienie spływają niczym krople po szybie w mknącym aucie przecinającym strugi deszczu. Jego delikatne usta, pozornie motyle skrzydła muskają aksamitną, bibułową bladą skórę. Niczym Stuligrosz dyryguje symfonią dreszczy wprowadzając ją za rękę przez kolejne bramy rozkoszy. Błogostan trwa. Pełna należy tylko do niego. Kolejny orgazm, jak grom przeszywa niebo…

Klucz, który otwiera wiele zamków jest dobrym kluczem. Zamek, który można otworzyć każdym kluczem jest do niczego.

Żadna się do tego nie przyzna, no chyba przyjacielowi, który jest gejem, ale to inna sprawa. Na pewno nie dowie się tego żaden jej facet – teraz, ani nigdy. Tym bardziej nie dowie się o skrytych głęboko pragnieniach inna kobieta, przyjaciółka. Najlepsza psiapsiuła jest pierwsza do określenia „romantycznej” koleżanki mianem kurwy. Natomiast facet nie wypowie się w taki sposób o żadnej kobiecie, a kobieta o kobiecie jak najbardziej. Jednak mimo to faceci też są skreśleni z listy odbiorców. Większość kobiet pragnie romantycznej, dzikiej przygody, ale żadna się nie przyzna. Tak więc każdy mokry sen skrywany jest niczym sekretny przepis na Coca-Cole. Może dlatego kobiety częściej kłamią? Wróć. Mijają się z prawdą? Nie zmienia to faktu, że nieustannie szukają miłości i bliskości. Często nie zważając na konsekwencje swoich wyborów. Jeśli nie otrzymują odpowiedniego zastrzyku bliskości, są w stanie zrobić wszystko, niczym kokainowcy na głodzie.

Zagubiony pierożek… i kulawy ogier

Kobieta oficjalnie nie może marzyć, pożądać, a w obawie przed „wygnaniem” sny chowa pod poduszkę. Niestety gubi się w dzisiejszych czasach. Braknie jej wymagań wobec facetów albo stawia minimalne – żeby chociaż śmieci wynosił i nie musztrował skarpetek na baczność pod łóżkiem. Układ on gotuję, ona zmywa, kończy się zazwyczaj tym, że ona gotuje i zmywa, sprząta, pierze, robi loda co środę, a on nawet boi się wylizać cipę. O ruchaniu nie wspomnę, bo robią to tylko w gumce w pozycji misjonarskiej i ona „w razie czego” połyka, żeby nie zajść. Gdzie się podziała frenezja? Czy jest już głupią kretynką? Czy może ma brnąć dalej? Na co liczy? Na co czeka? Ba no właśnie, sama nie wie czego chce. Dąży uparcie, aby nie być znowu na głodzie. Zrobi wszystko, o co poprosi facet. Bo miłość to płacz i zgrzytanie pizdy.

Ciało raz puszczone w ruch – puszcza się dalej.

Skutki decyzji są opłakane, a zły wybór zawsze będzie pokutował. Licznik bije kolejne kutasy, ale i tak kolejny raz zrobi to samo. Wybierze to co jest pod ręką. Nie ważne co, wystarczy, aby miał kutasa. Może być mały. Ważne, że jest! Jaj się nie doszuka, bo to kinder niespodzianki wielkości tictaców. On swe wątłe mięśnie napina nieustannie niczym kulturysta z … ekhm. To nieistotne. Fajfus nie umie zmienić żarówki w lampce nocnej bez pomocy internetu i pięciu kolegów. Meble z Ikea wymagają wezwania fachowca, bo instrukcje były niejasne. Cieknący od piętnastu miesięcy kran i oberwane drzwiczki w szafce kuchennej przelewają cyklicznie czarę goryczy. Ale on ma to zwyczajnie w dupie. Przecież inżynier nie musi umieć wszystkiego!? Natomiast jeśli ona się upomni o ten nieszczęsny kran, aktualnie on wpadnie w dolinę refleksji. Dlaczego właśnie teraz się przypierdala o cieknący kran, który cieknie od niemal półtora roku? Więc czego więcej wymagać? Do ruchania też potrzebuję pomocy kolegów. Smuteczek. „Suka” znowu zrywa się z łańcucha pana.

Dawniej było inaczej?

Oczywiście, były inne czasy, ale nie o czasy tu chodzi, a to, że kobiety się szanowały i miały wymagania. Właśnie WYMAGANIA. Abstrakcyjne, dzisiaj kurwa słowo. Facet musiał mieć pracę i samochód, a najlepiej jeszcze mieszkanie. Umiał naprawić kran i drzwiczki w szafce. Sam wymieniał spalone żarówki. Był mężczyzną. Dzisiaj nawet jak kobieta ma wymagania, to ogranicza się do tego, aby facet miał piniondz i kutasa – oczywista oczywistość, a najlepiej, żeby wysyłał jej od razu zdjęcie tudzież owego interesu, bo może szkoda czasu? Natomiast jej starania, jakie wykazuje postępują w kierunku kanapy, wpierdalania lodów, zapijania winem i oczekiwaniu na rycerza w lśniącej zbroi na białym koniu, który pewnego dnia zjawi się na jej wycieraczce – nie wiadomo skąd. Otóż kurwa nie, nie zjawi się.

Ona dalej marzy, śni o księciu z bajki z worem pełnym pieniędzy i sportowym cipkowozem. – Księżniczko wstawaj, zesrałaś się!

Druga kwestia to kobiety są strasznie nielojalne wobec siebie, zawsze znajdzie się taka, która da dupy łatwiej. „Psuje rynek” a później ryczy same w chacie, wpierdalając wiadro lodów. Następstwem pomyłki jest wylanie wiadra pomyj na facetów którzy traktowali ją niczym gumową cipkę z aliexpress wetkniętą między żeberka kaloryfera.

Dobra, dobra kończę

Odnoszę coraz częściej wrażenie, że dzisiejsze kobiety, to takie bezglutenowe wegańskie pierożki, niby są, niby wyglądają, powinno być lepiej, ale aspiracje ciągle pikują w dół. W dodatku wszystkie smakują tak samo – pierożki rzecz jasna.

Pisanie jest dla mnie rozrywką, a to, co ważne znajdziesz na blogu. Tak wiem, jest to kolejny blog o niczym. Kolejny, ale tym razem mój. Kolejny o pierdach Wielkiej Mgławicy w Orionie. Interesuje to kogoś? Może. Mnie interesują ludzie i ich zachowania.

2 komentarz On Bezglutenowe wegańskie pierożki?!

Zostaw odpowiedź :

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany!

Ważny komunikat!

Witam, zanim zaczniemy, z uwagi na niestosowne zwroty i wulgarny język, chciałbym poprosić wszystkie osoby, które są niepełnoletnie, albo nie rozumieją znaczenia fikcji literackiej o opuszczenie tej strony. A całą resztę serdecznie zapraszam na seans…